Czy naprawdę nadchodzi kryzys, jakiego jeszcze nie było?

04.12.2020 | Wygraj z kryzysem

Miałem w życiu już całkiem sporo kryzysów.

Pierwszy, jaki pamiętam zdarzył się, kiedy zrozumiałem, że jesteśmy śmiertelni. Wszyscy. W tym ja! Miałem wtedy 5 czy 6 lat. Jadłem jakąś przepyszną czekoladkę. Smak słodyczy w ustach zaczął się stopniowo zamieniać się w coś bardzo mdłego i lekko przerażającego. Zawirowało w głowie. Szok! A więc jest kres “tego wszystkiego”?

Kolejny poważny kryzys jaki pamiętam doskonale, to totalny zjazd po zdaniu matury. Zaszyłem się na swoim ogromnym poddaszu wypełnionym stertami książek i tonami notatek. Zaciągnąłem zasłony, by stworzyć odpowiedni, stymulujący klimat do ostatnich szlifów przed egzaminami na studia. I, nieoczekiwanie, po paru dniach zacząłem odczuwać to, co Witkacy nazywa “dziwnością istnienia.”

Sądzę, że istota kryzysu ma dużo wspólnego ze świadomością końca. I zderzeniem z nieuchronną zmianą. Kiedy kończą się rzeczy znane, takie które mniej lub bardziej lubimy, i zaczyna się pierwszy etap podróży w nieznane, pojawia się kryzys. Albo ekscytacja. Lub jedno i drugie.

Były w moim życiu poważne kryzysy finansowe. Pochodzę z względnie zamożnej rodziny i wszystko miałem przez długie lata “podstawiane pod nos” jak czasami ironicznie mawiała moja śp. mama.
Tymczasem w tzw. prawdziwym życiu rzeczy zdobywa się z trudem i staraniem, krzątaniną i samozaparciem. Wysiłkiem niekiedy tak wielkim, że samo osiągnięcie celu nie jest już zbyt rajcujące. Bo nie ma czasu na celebrowanie zwycięstwa. Więcej satysfakcji płynie z samego procesu. Z drogi do celu.

Był kryzys uzależnień. Przez jakiś czas wdychałem, połykałem i zażywałem sporo rozmaitych substancji. Z potrzeby super przeżyć. Z nudy. Z niepokojów egzystencjalnych. Z nadziei na znalezienie odpowiedzi na pytania o sens naszej egzystencji. Pytania, na które nie ma prostych lub zadowalających odpowiedzi.

Były kryzysy upływającego czasu. Pierwszy po czterdziestce, tuż przed ślubem i przeprowadzką do Londynu.

Był kryzys straty bliskiej osoby. Kiedy zmarł mój tata, to tak jakby pół Drogi Mlecznej nagle zapadło się gdzieś w mroki nicości. To była prawdziwa trauma!

Był kryzys języka polskiego. Kiedy zacząłem na co dzień mówić i pisać po angielsku, a z czasem myśleć w języku obcym zobaczyłem świat z innej perspektywy. Polski, który był w moim życiu jedną z tych wspaniałych, bezcennych wartości stał się pewnego dnia tylko jednym ze sposobów komnukiwania. Z drugiej strony im lepiej mówię po angielsku tym chętniej i częściej sięgam do naszej uroczej polszczyzny!

Były kryzysy zawodowe. Po latach zajmowania się filmem, marketingiem i PR postanowiłem nauczyć się sprzedaży. Kolejne szokujące doświadczenie. Głównie z powodu odkrywania jak wygląda, od kuchni, sposób, w jaki podejmujemy decyzje. Jak myślimy i jak postrzegamy świat. Jakie błędy poznawcze popełniamy. I jak łatwo się na nas wpływa.

Kryzys był też, kiedy zacząłem studiować nowe technologie i uświadomiłem sobie, że sztuczna inteligencja to realny byt, a nie tylko interesujący kontekst (i koloryt) świata przedstawionego w moich ulubionych powieściach Dicka i Lema. Kiedy czytałem “Superintelligence” Nicka Bostroma dotarło do mnie, że każda dziedzina ludzkiej aktywności oparta o reguły może zostać zdominowana przez algorytmy, które uczą się same i rozwijają.

A więc nawet pisanie może być już zlecone softwarowi. Reżyserowanie i komponowanie muzyki również. Szok. Niedowierzanie.

I znów pojawia się mały kryzys. Czym bowiem jest wyjątkowość człowieka, jeśli nawet wyrafinowany proces twórczy można powierzyć maszynom?

A co powiecie na kryzys ojcostwa? Ten nastąpił kiedy uświadomiłem sobie, że mogę nie być wspaniałym tatą dla moich super dzieciaków. Że będę popełniał błędy i że końcowy rezultat – jeśli istnieje – wcale nie musi być taki, jaki sobie wymarzyłem.

No i kryzys małżeństwa. Tak przejmujący, jak planeta – gdybyś nią był – która nagle wypada ze swojej odwiecznej trajektorii. Patrzysz na bezkresną przestrzeń. Przypominasz sobie, że jeszcze niedawno wszystko było poddane stałemu rytmowi. Uporządkowane i względnie przewidywalne. I nagle otwiera się nieskończoność opcji. I konieczność wyboru.

To nie jest pełna lista kryzysów. Pokazuje ona jednak jak wiele znaczeń może mieć słowo kryzys.

Poprzestańmy jednak na tym, bo tekst nie jest wcale o moich kryzysach. Jest zachętą dla Ciebie, drogi czytelniku i droga czytelniczko, by podzielić się z nami Twoimi kryzysami i ich przesłaniem dla innych. Twoimi kryzysami i o tym, jak sobie z nimi radzić.

Skąd taki temat? Inspiracją jest naturalnie 2020. Covid-19. A dla tych, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii jest jeszcze dyscyplina dodatkowa, czyli Brexit.

Dla wszystkich nas, mieszkańców znękanej nieszczęściami, ale dumnej Globalnej Wioski, nadszedł czas poważnego kryzysu ekonomicznego. A jak ekonomicznego, to wiadomo – pojawiają się kłopoty osobiste, wybuchają niepokoje społeczne. Jest, generalnie, trochę nieswojo. Napięcie rośnie. Nikt nie zna zakończenia.

Wszędzie na świecie mówi się, że nadchodzi, a właściwie to już jest, kryzys, jakiego nie znamy. Już teraz wskaźniki bezrobocia, spadek PKB, galopujące zadłużenie i zamieszki w wielu krajach dowodzą, że sytuacja jest poważna.

Kryzysy, chociaż bywają dotkliwie bolesne, są jednak w większości korzystne.

Uważam tak, bowiem każdy mój kryzys przynosił ostatecznie dobre owoce. Nie kryzys jest bowiem istotą rzeczy. To nasz do niego stosunek się liczy. Sposób myślenia. Automatyczne odruchy, wtedy, gdy się nieoczekiwanie kryzys pojawia. Nasze oczekiwania i nasz model świata.

Pierwsza ważna kwestia dotycząca kryzysu to to, że jest on nieuchronny. Kryzys to zmiana. Ta zaś jest, jak wiemy, życiem per se.

Kryzys zmusza nas do wychodzenia z tzw. strefy komfortu. A nasz wzrost – emocjonalny, duchowy, czy intelektualny – jest możliwy tylko poza tą strefą.

Nie twierdzę, że kryzys jest miły. Na ogół taki nie jest. Bywa niewygodny, a nawet przerażający. Wytrąca z rytmu. Wywołuje niepokój. Testuje wyznawany świat wartości.

Dzieje się tak, bowiem my najczęściej pragniemy ustabilizowanego, poukładanego życia. Łatwego i przyjemnego jak z wieczornego serialu Polsatu. Fajnego, jak (za przeproszeniem) nasze updaty z Facebooka: wakacje zawsze w pełnym słońcu, szalone weekendy, idealne związki, piękne kariery i prosperujące biznesy.

Nie mówię, że tak w życiu nie bywa. Owszem, bywa cudownie! Ten tekst jest jednak o kryzysach. Ale o kryzysach, które są dobre. Czasami nawet zbawienne, bo pozwalają na wznoszenie się na kolejny poziom świadomości.

Każde nowe doświadczenie to poszerzenie naszego rozumienia siebie i świata. To szansa na nowe znaczenia, na świeże odkrycia. Ludwig Wittgenstein, wybitny filozof języka, zauważył, że granice naszego języka oznaczają granice naszego świata. Osobiście uważam, że każdy kryzys poszerza bogactwo i znaczenia języka, którego używamy.

Nie o tani optymizm tu jednak chodzi, ani o popularne rady z literatury pozytywnego myślenia, ale o prawdzie historie i autentyczne studia przypadków.

Gdybym miał znaleźć jakiś wspólny mianownik dla moich kryzysów, tego, jak je przezwyciężyłem oraz co mi one dały wymieniłbym takie oto trzy kluczowe kwestie.

Odwaga. Możesz czuć strach i możesz nawet od czasu do czasu mu ulegać, ale Twoje świadome decyzje muszą zawsze wypływać z logiki odwagi. Albo ducha odwagi, jeśli wolisz. Uczucia są ważne, czasami najważniejsze. Ale uleganie lękowi w czasie kryzysu to tak, jakbyś, z obawy o końcowy rezultat, nie wybiegł na murawę boiska piłkarskiego, na którym masz stoczyć walkę o finał mistrzostw świata. Fakty są takie, że wszyscy czekają, że się pokażesz. Że nie dasz za wygraną. A jeśli polegniesz, to …polegniesz.

Jak napisał nasz mistrz z Czarnolasu “Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje.” I pamiętaj, że nadzieja, nie jest matką głupich. Co za straszny nonsens! Nadzieja, jest podstawą racjonalnych decyzji. I skutecznego działania.

Reguły. Trzymaj się reguł. Trzymaj się kursu. Tak, jak nowoczesny samolot, który wchodzi w turbulencje. Chciałem napisać, że z wdziękiem wchodzi w turbulencje, ale to byłaby przesada. Bo wszyscy znamy to paskudne uczucie, kiedy nasz samolot trzęsie się i zapada w otchłań. A jednak trzyma kurs. Tak został zaprogramowany. No, ale wszakże my też możemy się zaprogramować.

Kreatywność. W zderzeniu z chaotyczną rzeczywistością kreatywność jest absolutnie niezbędna. Kreatywność i umiejętność improwizacji. Jeśli interesujesz się jazzem (to mój ulubiony gatunek) to wiesz, że improwizacja jest rezultatem długoletniego, żmudnego treningu. Dyscypliny i wiedzy.

Generał Eisenhower, ten który dowodził operacją otwarcia drugiego frontu w Normandii w 1944 roku – absolutnie niesamowitego wyczynu – powiedział, że plany są bezużyteczne, ale planowanie jest wszystkim! Jeśli lubisz planować i robisz to regularnie, to wiesz, że najlepsze nawet plany ulegają nieskończonym modyfikacjom i udoskonaleniom. A z drugiej strony nawyk planowania jest kluczowy, bo przez akt planowania niemal dosłownie stwarzamy rzeczywistość.

Wnosimy do nieukształtowanej rzeczywistości naszą wizję. Kreujemy przyszłość. W przeciwnym razie żyjemy w chaosie. Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie – stwierdził Peter Drucker.

No dobrze, to teraz przejdźmy do rzeczy.

Od końca 2020 roku w The Financial Manifesto skupimy się na akcji “Wygraj z kryzysem” i o tym, jak kreatywnie rozwiązywać problemy finansowe oraz biznesowe. Najważniejsze będą finanse osobiste, ale nie tylko. Będzie biznes, nowe technologie, sztuczna inteligencja i trochę psychologii. Szczegóły znajdziesz naszej grupie w Facebooku. 

Mamy już dla Ciebie kursy online. Będą ważne teksty. Nagrania i spotkania na żywo. Chcemy głównie publikować jak najwięcej historii “kryzysów z happy endem”. Ku pokrzepieniu serc.

Dobre historie są kluczowe dla sposobu w jaki postrzegamy świat.

Masz jakąś dobrą historię o wyjściu z kryzysu? Najlepiej gdyby to była historia z finansami osobistymi w tle, chociaż to nie jest wymóg formalny. Napisz na joinus@thefinancialmanifesto.com

Chętnie podzielimy się nią z naszą rosnącą z każdym dniem społecznością!

Czy naprawdę nadchodzi kryzys, jakiego jeszcze nie było? To zależy także od Ciebie.

 

Andrzej Mańka

Andrzej Manka

Latest post on blog